Księga
Zobacz
Dopisz


Archiwum

2007
marzec (13)
kwiecień (22)
maj (21)
czerwiec (11)
lipiec (6)
sierpien (9)
wrzesień (23)
październik (16)
listopad (6)
grudzień (5)

2008
styczeń (3)
marzec (1)
czerwiec (5)
lipiec (6)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)

2009
październik (1)
listopad (2)





Słuchaj mnie !



W każdy PONIEDZIAŁEK od 21:3o w audycji TRZY KOLORY oraz tego samego dnia od 7:oo do 10:oo w poranku i o 19:oo w audycji Odsłuch Kulturalny. W niedziele po 22:oo prezentuję Piękno Muzyki w audycji Bezdroża. Zapraszam!
SSR Egida nadaje codziennie od 7:oo do 24:oo =)



Linki

Znajomi
Mrufcia (pot. KTG)
Karla =)
Positive Page (Aneta Rz.)
Helga (?!) (pot. Justyna)
Oo Koniaczek

Kultura
KoncertY
FilmWeb
Radio EGIDA

Firmowe
LO im. Kopernika (Bz)
Moja Galeria Zdjęć
Youtube - Mój profil
Mylog.pl
Moja Galeria Zdjęć II
LP Soldiers
UŚ - Wyd. Nauk o Ziemii

Polecam
Niebo (by Golden Express Poland 2007)
Green SQUAD - Extra Bonus
Napij się ze mną !
Trzy Kolory - blog audycji

Green SQUAD
Green SQUAD - Debiut (Album Covers)
Green SQUAD - Extra Bonus (NEW CD !!)
Green SQUAD - Ostatnia Noc (Singiel)

Mój Profil

Podlinkuj









Dodaj do ulubionych




m-r-u-f-c-i-abanka-z-mydla







Kilka słów o mnie ...

Imię i nazwisko: Robert Włodarczyk
Urodzony: 14 maja
Miejsce zamieszkania: Sosnowiec

Znak zodiaku: Byk
Stan psychiczny: Lekkie odchyły
Stan fizyczny: W pełni sił
Wzrost: 182
Kolor oczu: Niebieskie
Wyznanie: Chrześcijaństwo
Mieszkanie: Kamienica (ilość 3/1/1.5)
Na stanie: 1+1+pies
Pasja: Muzyka i koncerty
Hobby: Kolarstwo górskie (MTB)
Języki: Polski (bdb)
Francuski (db)
Angielski (podst)
Łaciński (podst)
Esperanto (podst)
Ennagram: 4w5
Skype: ver.di_pol
Gadau-Gadu: 5578140 (po 21:oo - rzadko)
Mail: verr.di@gmail.com

My status

Digart: verrdi
Last.fm: VerrDi
MySpace: ver.di
Youtube: VerrDi
Niejakie BAHU: Verdi

Inne: Mania noszenia krawatów ...
Uwagi: Zbyt było by ich wiele :P






|Lay by GoSha | Don't copy!! |









POWERED BY PUBLICONS.DE


statystyka

" (...) Do zobaczenia znów ..."

niedziela, 29.lipica.2007, 23:27
29 lipca 2007 roku godzina 23:09 i 45 sekund a może 46, teraz to już pewnie z 50 parę ... Siedemnasta niedziela zwykła. Wspominamy Św. Martę. Mamy 210 dzień roku, 30 jego tydzień. Słońce wzeszło o 4:51 a zaszło 15 godzin i 41 minut później czyli o 20:32. Dziś w Peru obchodzony jest drugi dzień Święta niepodległości a na Wyspach Owczych, narodowe święto Ólavsøka (cokolwiek to oznacza). Z ciekawszych wydarzeń na świecie - nie ma nic (choć jak zajrzycie na Wikipedia to niewątpliwie znajdziecie parę). W Polsce ważniejszym wydarzeniem było rozpoczęcie budowy autostrady A1 przed dwoma laty. Zmarło i urodziło się wielu znakomitych ludzi m.in. Jonah Falcon, amerykański aktor pornograficzny (ur. 1970), Iwan Ajwazowski, rosyjski malarz marynista ormiańskiego pochodzenia (ur. 1817), Robert Schumann (zm. 1856), Vincent van Gogh (zm. 1890), Edward Gierek (zm. 2001). Dziś została wydane płyta Postcards From The Other Side, warszawskiej grupy Miguel And The Living Dead. Dwa lata wstecz, w roku 2005 światło dzienne zobaczyły m.in. Ustawa o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym oraz o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Kto by pomyślał, że tyle się wydarzyło, stało, że tyle mieści się pod szyldem 29 lipca. Do tego doliczyć możemy jeszcze setki, tysiące a może i miliony narodzin i zgonów ludzi z całego świata. Dodać należy podmuchy wiatru i krople deszczu, wszelakie zmiany atmosferyczne które tego dnia zaszły, zachodzą i zachodzić będą. Na domiar złego należy wliczyć każdą rozpacz, każdy "dół", każdy smutek widniejący na twarzy kogoś tam daleko lub kogoś tu blisko. Ale żeby nie było tak pesymistycznie to dorzućmy każdą radość i chwilę szczęścia, każdy uśmiech i ciepłe słowo. Powiedzmy o każdym słowie i oddechu, każdej minucie i sekundzie w której wydarzyło się coś lub nie stało się nic. Tak wiele w tak krótkim czasie. Przecież doba ma tylko 24 godziny, to tylko 1440 minut i zaledwie 86400 sekund. A jednak tak wiele się wydarzyło, tak wiele się teraz dzieje gdy piszę te słowa i tak wiele się stanie za rok i dwa i trzy i dziesięć itd.






Zbliża się półmetek wakacji. Tego jakże wspaniałego i błogiego okresu, w którym z założenia człowiek powinien odpocząć i zrelaksować się, by z pierwszym dniem września wrócić pełnym sił i werwy do swoich zajęć, spraw itd. Niestety niektórzy nie odpoczywają, pracują, miotają się pośród obowiązków, ich głowę zajmują troski i przykrości. Nie każdy może sobie pozwolić więc na odpoczynek, ale Ci którzy mogą, nie zawsze jednak to czynią, przykładem tego jestem Ja. Moje skromna osoba, od miesiąca aktywnie odpoczywa podróżując po Polsce, spotykając się ze znajomymi, poszukując pracy, nudząc się (pardon nie nudząc a leniąc się) i wykonując inne mniej lub bardziej produktywne zajęcia, których efektem jest zmęczenie. Nie takie żeby fizyczne ale psychiczne. Odczuwam nie wyobrażalne zmęczenie we łbie, a ono przenosi sie chcąc czy nie, na ciało i organizm. Siedzę tak sobie teraz tutaj i "zawalam" kolejną noc. Ale zdaję sobie z tego sprawę, tyle że jest tak wiele spraw, przemyśleń i wydarzeń, o których chciałbym napisać. Ostatnio średnio raz na tydzień, oj jakie raz, dwa razy na tydzień, obserwując otaczających mnie (najbliższych) ludzi, nasuwają mi się do głowy myśli, które są sobie tam i chcą się wydostać, ale organizm nijak nie chce współpracować, zasiąść do klawiatury i wstukać literki, nie chce mu się nawet uruchamiać aparatu mowy i tym samym, tak rozgadana osoba jak Ja, ostatnimi czasy jest wyjątkowo milcząca i spokojna. Najgorsze w tym wszystkim to, że za cholerę nie wiem skąd się ten stan bierze, jak go wyleczyć i czy długo on jeszcze potrwa. Wydaje mi sie że trzeba wreszcie się wziąć za siebie i dobrym do tego terminem jest rozpoczynający si e niebawem, drugi miesiąc wakacji. Absolutnie jednak nie wiem jakby to miało wszystko wyglądać. Mam dużo planów, mam dużo myśli i jeden wielki mętlik. Ale po kolei ... Przede mną kolejne etapy zwiedzania Polski. Za mną już Beskid o którym pisałem i nie. Gdyż byłem raz i byłem i drugi. Były już Bieszczady. Było kilka koncertów i jeden festiwal. Było wiele chwil ze znajomymi i wiele rozmów. Było też nadto myśli i to nie tylko tych przyziemnych ale przede wszystkim tych o przyszłości o moich stosunkach z drugim człowiekiem i takich tam jeszcze innych pokopanych. Patrząc na to wszystko, lipiec minął mi całkiem "pracowicie". Tak miało być, ale jakoś przy całym tym aktywnym wypoczynku, który preferuje, gdzieś zagubiła mi sie radość. Radość z przeżywanych razem chwil, z przeprowadzonych rozmów, z dokonanych rzeczy. Może to wina lenistwa, które ogarnąwszy mnie, odpuścić nie chce i to mnie bardzo boli. Może to wina idealistycznego podejścia do życia, które daje o sobie znać i za dużo przez to myślę o czynach i słowach jakie wykonałem i wypowiedziałem. A może to wina nierozstrzygniętych kwestii i nurtujących mnie spraw, których rozwiązania odkładam na dalszy plan. Sam się gubię ostatnio w natłoku pędzących zdarzeń. Może po prostu należy zwolnić, zwolnić ale wpierw rozwikłać, ciągnące się sprawy i podjąć oczekujące decyzje ... Może coś w tym jest. A może trzeba mi trochę samotności, odizolowania się od ludzi, których Kocham, szanuje i lubię, ale z którymi ostatnio wciąż obcuję i przebywam. Jak to rzekła, poznana przeze mnie wczoraj koleżanka, "przeżywam kryzys wieku średniego". Choć w moim przypadku to chyba pasowałoby iż przeżywam kryzys wieku pełnoletniego. No cóż. Tą kwestią trzeba zająć się od jutra. trzeba przygotować grunt by we środę, dnia 1 sierpnia, rozpocząć inny tryb wakacyjnego życia.

Mam Wam (a może bardziej sobie) do opowiedzenia wiele ... Dlatego ze spraw organizacyjnych napomnę co i za ile. Mianowicie do końca tegoż tygodnia (mamy już bowiem poniedziałek lada chwila) postaram się uzupełnić Dziennik o relację z podróży "Z zachodu na wschód", którą odbyłem tuż po zakończeniu roku szkolnego, z tygodniowej wyprawy w Bieszczady, festiwalu Najcieplejsze Miejsce na Ziemi, premiery Harry'ego Pottera cz. V i Shreka cz. III, jak również o parę tekstów obserwacyjnych, tj. takich w których zawarte będą moje przemyślenia na temat pewnych sytuacji, zjawisk i zachowań. Tymczasem ...





"Za krótka noc, powychodziły drzewa z cienia.
Dobrze nam z sobą, szkoda, że zaczynamy drzemać.
Ogniska blask zostawił ślady nam na twarzach,
Ale już brzask, czerwony płomień się rozmazał.

I szary popiół już na żar zaczyna się kłaść.
Dajmy sobie spokój, trzeba iść już spać.
Dzień nas zaskoczył, za parę godzin trzeba wstać.
Gdy szczypią oczy trzeba iść już spać.

Za wczesny świt z nadejściem mógłby jeszcze zwlekać,
Poranne mgły sennością ciążą na powiekach,
Wilgotnym chłodem za plecami szumi zboże.
Pragniemy snu, a jeszcze szkoda się rozchodzić.

I szary popiół już na żar zaczyna się kłaść.
Dajmy sobie spokój, trzeba iść już spać.
Dzień nas zaskoczył, za parę godzin trzeba wstać.
Gdy szczypią oczy trzeba iść już spać.

Poranna rosa błyszczy na trawie, dłonie ziębi.
Czas się podnosić z powilgotniałej nagle ziemi.
Zaczął się dzień i wszystko w nim się może zdarzyć.
Już ptaków śpiew, za chwilę słońce się pokaże.

I szary popiół już na żar zaczyna się kłaść.
Dajmy sobie spokój, trzeba iść już spać.
Dzień nas zaskoczył, za parę godzin trzeba wstać.
Gdy szczypią oczy trzeba iść już spać."

Wołosatki - Za krótka Noc

ver.di
Nastrój:
tagi:

Są takie chwile w życiu człowieka kiedy docenia się zwykłą koleżeńską znajomość haczącą o przyjaźń, lub po prostu drugiego człowieka :) Tak się składa, że ostatnie dwa dni było mi dane spędzić z moim dobrym kumplem z sąsiedniej ulicy (jakieś pięć minut drogi). Było to niewątpliwie PozytywnE minuty i godziny ...

Ale nim rozwinę trochę ten temat to troszka spraw organizacyjnych ... Mianowicie, chciałbym wytłumaczyć sie z nieregularności wpisów, która powstała z powodu okresu wakacyjnego, a co za tym idzie, wielokrotnie nie mam czasu, siły lub po prostu weny, czy też nie ma mnie dniami i nocami w domu. Zapewniam, że z nadejściem września i co za tym znów idzie, szkoły, notki, wpisy będą zamieszczane regularnie. Tymczasem ciesząc się okresem laby, pozwalam sobie na to drobne niechlujstwo i lenistwo. Drugą kwestią jest fakt opóźnień, które również zapewniam, iż zostaną nadrobione, co zresztą widać czytając ostatnie wpisy, datowane u dołu dniem zaległym :)

Powracając do tematu, dobrze mieć kogoś takiego z kim można tak kapitalnie spędzić czas. I nie trzeba szpanu, udawania, czy popisywania się - wystarczy być sobą. Skarbem jest właśnie ta naturalność jaką można się wykazać przy takiej osobie. wszak przecież w większości w około musimy udawać, i choć teraz znajdzie się wiele głosów oburzenia, że oni zawsze są tacy sami, to ja i tak twierdzić będę, że człowiek steruje swoim zachowaniem , słowami, czynami, na okrągło, by wywrzeć określony efekt, co jest zresztą rzeczą naturalną, ale jakże trudną do przyznania się. Ja bez bicia się do tego przyznaję i dlatego jeszcze bardziej chwalę sobie możliwość zupełnej naturalności, jaką stosuję przy tej właśnie osobie :) Dziękuję w tym miejscu więc Jemu że jest, i choć nie do końca w takiej formie jakiej zawsze by sie oczekiwało, to jednak jedynej w swoim rodzaju i niepowtarzalnej, uPozytywnawalnEJ, czyli wywołującej na mej twarzy radość w smutku. Co nie zmienia jednak faktu, że to praca zespołowa, bo gdybym owych chęci do poprawy humoru nie wykazywał, to nic by nie dały jakiekolwiek działania, kogokolwiek. Tak więc wspólnymi siłami, ostatnimi dniami wyśmiałem się, wyśpiewałem, wyskakałem, mimo że nie byłem na żadnym koncercie. Wystarczyły tylko dwa zespoły - Linkin Park i Green SQUAD. I nie trzeba było na żywo ich wykonań, bo żeśmy je sami sobie zafundowali.





Ale nie zawsze jest kolorowo i radośnie. Każdy z nas zna te momenty smutku i przygnębienia, szczególnie w tak deszczowe lipcowe dni, gdy oczekujemy radości i uśmiechu wokół, słońca i ciepła, a otrzymujemy ponurość, melancholie i łzy. Łzy, które niczym deszcz toczą się po szybach naszego życia. Wystarczy jeden impuls, jedna rozmowa a może tylko słowa, by jedna łezka zakręciła się w oku i choć skrycie chowana, ukrywana z całych sił, jednak daje o sobie znać w domu, w ciszy i pustce. Wtedy z jednej oczyszczającej łezki, tworzy się potok smutków i wnet zanim się obejrzymy stoimy już w kałuży nostalgii. W mgnieniu oka mogą zrodzić się dwa scenariusze, a nawet trzy. Pierwszy to totalna deprecha, załamka, dól - popadamy w niego, izolujemy się od świata, rozpaczamy przy dźwiękach smętnych piosenek, wypłakując się do poduszki. Drugi to zaduma, zaduma w którą wpadamy, nie z zamiarem popadnięcia w rozpacz i pogłębienia smutku, ale przemyślenia. Zreinterpretowania sytuacji, która doprowadziła nas do takiego stanu i wyciągnięcia wniosków. Nieraz trwa to minuty, nieraz godziny, a niekiedy nawet dni i tygodnie. Ten stan jest przede wszystkim groźny właśnie z powodu możliwej długotrwałości, ale zazwyczaj kończy sie, na szczęście po paru minutach, godzinach. No i trzeci, najbardziej optymistyczny scenariusz, to zrezygnowanie z ciszy i samotności i wyjść do ludzi. odwiedzić znajomego, Zaprosić kogoś do siebie. I choć tu możemy tworzyć kolejne drogi, jak rozmowę, czy wspólną zabawę, czy też opijanie smutków itd., jest to bez znaczenia, bo generalnie chodzi o to by był ktoś, byśmy my byli u kogoś, lub by na po prostu otaczali ludzie, wtedy nasze troski szybciej miną i niekoniecznie z powodu umiejętności pocieszania, jakie posiadł nasz towarzysz, ale z błahego powodu odwrócenia od smutków uwagi, poprzez zwyczaje zainteresowanie czym innym. Dlaczego o tym mówię ? To proste, siedząc dziś w dość kłopotliwej sytuacji i przysłuchując się deszczu, popadałem sam w pewną melancholię i już byłem na etapie nostalgii, ale wnet postanowiłem zrobić coś ze sobą, wiedząc jak groźna jest w tym momencie samotność.

Deszcz to zjawisko wyjątkowo ponure, nie to żebym coś do niego miał, bo jest on niezbędny a przede wszystkim życiodajny, ale jednak gdy spada z nieba, powoduje że świat staje się bardziej szary a przez co i smutniejszy. I choć wiemy, że po dniach suszy, w takich ponurych chwilach deszczu, zwierzęta i rośliny odżywiają, to jednak nas nie napawa to optymizmem. Jeśli traktujemy owe zjawisko jako chwilę do zadumy, to w porządku, ale gdy popadamy wtedy w depresję to proponowałbym czym prędzej iść do lekarza. Lekarza medycznego, lekarza dusz czy po prostu lekarza z apteki tuż obok, naszego przyjaciela czy znajomego (znajomą). Są i tacy na których oczywiście deszcz nie robi żadnego wrażenia, ale jednak i oni znają takie powiedzenia jak choćby "Pogoda barowa", które utarło się słownikach, a przesłaniem jego jest by usiąść w barze i wypić, przeważnie za smutki i żale. Myślę sobie jednak, że jak niezbędny jest do życia deszcz tak i do pewnego rozgraniczenia, a wręcz oczyszczenia. Bo jak zmywa on brud z ulic, tak zmywa z nas chandrę, złość i urazy, by z porannej, po deszczowej mgły, wyłoniło się dobro i radość. Deszcz skłania także do snu (to akurat przez wahania ciśnienia0 le metaforycznie skłania nas do snu, byśmy obudzeni, zobaczywszy słońce, nie pamiętali już o wczorajszych troskach, tylko skupili się na teraźniejszości. Na chwili obecnej, którą czerpać musimy pełnymi garściami, bo kto wie kiedy znów zacznie padać ...





Oczywiście, gdzieś głęboko w nas przeszłość pozostanie, bo czymże byłby człowiek bez pamięci o przeszłości. Kimże byłby człowiek bez swej historii. Chowamy wszystko w odpowiedniej szufladzie, na odpowiedniej półce, pod odpowiednią etykietką, by kiedyś powrócić i poczytać. W różnych celach, oby jak najczęściej tylko informacyjnych. Ostatnio pisałem o sensie. I doszedłem do wniosku że nawet bezsens ma jakiś sens w sobie. I to jest cholernie piękne stwierdzenie. Bo gdy widzimy nawet w bezsensie sens, to znaczy że mamy jakiś cel, bo gdybyśmy go nie mieli to byśmy uważali że to i tam to jest bezsensowne, a tak uważamy że wszystko ma jakiś sens. Tak jak i ten wpis. A sensów może być wiele. Życzyłbym sobie żeby sensem tego tekstu było ukazanie sensowności czynów, które wykonujemy i słów które wypowiadamy, w każdym dniu naszego życia. A także aby ktoś odnalazł sens poznania. poznania mnie ale i siebie. Bowiem jak ktoś kiedyś powiedział: "gdy tylko zajrzysz w głąb siebie odnajdziesz cząstkę mnie". I byście takich cząstek innych odnajdowali w sobie jak najwięcej ...





Z PozytywnYmi pozdrowieniami - Wasz korespondent wojenny, wprost z frontu międzyludzkiego.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

"Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Czemu cię nie ma na odległość ręki
Czemu piszemy do siebie listami
Gdy ci to śpiewam, u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz, będzie środek zimy
Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka

Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu
Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list twój sam się czyta
Że można go śpiewać, za oknem
Mruczą bluesa topole z Krupniczej
I jeszcze strażak wszedł na solo
Ten z Mariackiej Wieży
Jego trąbka jak księżyc biegnie nad topolą
Nigdzie się jej nie śpieszy
Już piąta
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz" Stare Dobre Małżeństwo

ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Popijając końcówkę herbaty grejpfrutowej, jem nutelle łyżką ze słoika i przegryzam ogórkiem małosolnym ... -> PozytywniE :D
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Nerwica Natręctw"

czwartek, 5.lipica.2007, 20:23

"Nerwica natręctw" - taki oto nazwę nosi blog a w sumie to klub, którego reklama upierdliwie włącza mi się i pokazuje za każdym razem, gdy wchodzę w mój panel blogowy. Czym jest nerwica natręctw ? Nie wiem i w sumie mało mnie to obchodzi, ale spodobało mi się to hasło ... Ależ mamy przewrotną pogodę, raz deszcz a raz słońce, prawie jak w życiu. Był nawet kiedyś taki indyjski film, ale nie wiem jak się imała zasadność tego powiedzenia do tytułu filmu, może po prostu nie połapałem się w jego pokręconej fabule. Eh, ale pogoda, to rzecz ciekawa. Nie mamy na nią wpływu, żyje własnym rytmem, tak jak Papuasi. Papuasi czyli mieszkańcy Papui Nowej Gwinei. Tam też życie toczy się z wolna, nie myśli się o przyszłości, żyje się tym co jest, dziękuje sie za to co w danym momencie i za to co było, ale nigdy nie prosi się o coś co dopiero ma się zdarzyć. Nie to żebym był czy czytał, o nie za wielki leń jestem do tego. Jednak to informacje z pierwszej ręki, od księdza, ale nie takiego zwykłego rzecz jasna, tylko misjonarza, który odwiedził nas w ubiegłym tygodniu. Noo tak ja tu skrobu skrob, a miałem teraz być gdzie indziej, ale o tym za chwilę, ja tu skrobu skrob, a miałem tylko parę słów wstępu, gdyż nie sposób zawrzeć wszystkiego pisemnie, gdyż jak już wspomniałem dziś, leń ze mnie ostatnio, więc lookajcie link poniżej i ściągajcie notkę głosową, w której zawarłem istotne dla mnie prawdy egzystencjalne, którymi czułem nie odżałowaną potrzebę podzielenia się z Wami. Jak zwykle i muzyka, muzyka, muzyka ... A playlista utworów także poniżej, tam poniżej tego wcześniejszego poniżej, rzec można poniżej poniżenia. Nim jednak ściągniecie co ściągnąć macie, usiądźcie wygodnie, polecam w fotelu lub na kanapie, może połóżcie się na łóżku, a przede wszystkim znajdziecie sobie na to chwil;ę, myślę że z godzinkę, zróbcie ciepłą herbatkę, koniecznie, coś do picia, według uznania, dla mnie to ciepła herbatka ale znam Was i wiem że weźmiecie sok bananowy, czekoladę na gorąco, czy kubek kawy. Po prostu odprężcie się, zamknijcie oczy a potem otwórzcie włączcie play i słuchajcie, i powtarzajcie tą technikę zamkniętych oczu kiedy Was na to najdzie, bo może sie zdarzyć tak że was najdzie, nie że bym miał tak czuły i transowy głos ale muzyka, którą mam zamiar puszczać lepiej brzmi, gdy odpłyniemy, gdy zapomnimy o otaczającym nas świecie i przeniesiemy się daleko na krańce świata. Do "granic życia" ... Jak Papuasi - nie śpieszcie się ...

--------------------------------------------------------------------------

No cóż złośliwość rzeczy martwych ... Audycji nie będzie bo mi mikrofon siadł :/ No ale to może znak żebym po prostu nie przekazywał Wam tego co chce, może to znak żebym szedł spać a nie pisał tu i teraz, może to znak żebym wyszedł z psem lub po dołował się w samotności przydźwiękach muzyki, muzyki którą Państwo byście usłyszeli, a tak to lipa, choć playlistę i tak zamieszczam gdyby ktoś na własną rękę tak zechciał przesłuchać utwory, przy których ja teraz tworzę ten tekst.

Hmm, zacznę od tej przewrotnej pogody, która powoduję, że ostatnimi czasy chyba za często łapie doły, tylko bez paniki, powiedzmy dołki, żeby nie było że całe dnie siedzę pogrążony w smutku, nie nie, w moim przypadku są to bardziej dołki wykopane łopatką przez kilkuletniego chłopczyka w piaskownicy niżeli doły, jak choćby ten o którym dziś w Teleexpressie było. Mianowicie w 2000 roku archeolodzy odkryli u nas szczątki dinozaurów i było to dość ważkie odkrycie, pierwsze na tak dużą skalę. Wykopalisko stało sie pretekstem do stworzenia "Parku Dinozaurów" i choć pojawiło się oznakowanie i teren został zabezpieczony, to do dziś powstała tylko hala, a la muzeum, gdzie możemy owe szczątki obejrzeć, a dół jaki był taki pozostał. Złośliwi śmieją się, że amerykanie stworzyli by już przy takiej okazji Jurasic Park, a my mamy błotnisty dół. Prawie nie widać różnicy ....

Wracając do dołów, to tak jakoś smutno ostatnio i sił brak ... Jakoś tak mało rzeczy mnie cieszy ... No bo choćby to że mamy wolne, i co z tego skoro jakkolwiek bym się starać je zorganizować to czuję się wciąż tak nie zebrany do kupy i w takim rozgardiaszu, że słów brak. I żebyście wiedzieli, mam plan, na każdy dzień mam skrupulatny plan, i punkt po punkcie go realizuję a jednak czuję taki chaos wokół ... Ostatnio zakręciłem sie wokół Hufca Pracy, przy okazji dotrzymania towarzystwa kumplowi i zebrałem z trzy oferty. Jedna legła, druga jest dobra ale nie w tym terminie, a trzecia ... Właśnie trzecia została zaakceptowana, choć sam nie wiem po co mi to. Dostałem pracę w firmie zajmującej się zaopatrzeniem firm poprzez telemarketing. Byłem dziś na rozmowie wstępnej i wykonałem parę telefonów po czym zostałem zatrudniony. Od jutra zaczynam "normalną" pracę, a co za tym idzie muszę wstać o 7:oo aby wyrobić się na 8:oo a pracuję do 15:oo. W tym czasie muszę obdzwonić jak największą ilość klientów i opchnąć im Multimedialną Bazę Adresowo-telefoniczną na płycie CD, której koszt to 228 złoty. Mój zysk, to jedynie prowizja od sprzedanego produktu, która nie jest najmniejsza (wynosi 10 %) ale opieram sie tylko na niej. Przykładowo, gdy przez tydzień nic nie opchnę to mimo iż siedzę osiem godzin przy telefonie to nic nie zarabiam ... No cóż, a pogoda ? Pogoda mi nie pomaga, dziś wieczorem złapała mnie taka niechęć i taka niemoc i tak mi się wszystkiego odechciało, ze szkoda gadać. I w sumie sam się sobie dziwię, ze chciało mi się to napisać, ale widać miałem jednak wyjątkowo, nieodżałowaną chęć podzielenia się ze światem przemyśleniami.

Tak to by był aspekt pierwszy. Nazwijmy go Aspektem Niechęci. Ale to oczywiście nie koniec, bo w moim przypadku jak źle to po całej linii. Kolejną przeszkodą, kolejnym negatywem ostatnich dni jest zobojętnienie. Znieczulica, którą odczuwam na każdym kroku. Takie "wszystko mi jedno". Takie, co to ja go cholernie nie lubię i tępię wśród ludzi. A tu sam się taki stałem przez ostatnie kilka dni ... I niby przecież tyle sie działo i wydarzyło i dobrego stało a tu degrengolada, kompletna obojętność. Niesamowicie spędzona poniedziałkowa noc, a następnie wtorkowa. Spędzona w wyborowym towarzystwie, spędzona tak jak już od dłuższego czasu chciałem. Sprecyzujmy, ze obie noce raczej nie przespane, albo inaczej późno zakończone. Długie rozmowy, miły klimat. No i jakoś nie odczułem tego w dalszej perspektywie. Już w środę, tak jakby mi PozytywnY nastrój w mgnieniu oka prysnął. Nawet nie pamiętam na dobrą sprawę co ja to w środę robiłem, ale zapewne nic kreatywnego skoro nie pamiętam ... W dodatku skończyła się moja grejpfrutowa herbatka :/ I jak tu żyć w szczęściu i radości ...

No i na koniec takiego narzekania i marudzenia, jeszcze słówko o zmęczeniu ... Prześladuje mnie czy co ?! Ale jestem tak całymi dniami zmęczony i padnięty, ze nawet gdy najbliższe mi osoby chcą się spotkać to ja nie mam siły i weny i radości wewnętrznej by dobrze z nimi sie przywitać i utrzymać się w radosnym nastawieniu. Dopiero co zaczęły się wakacje a ja się czuję na maksa przygnębiony, zmęczony i zniechęcony, a przecież mam i plany na lipiec i przecież przede mną najgorętsza impreza lata, a przecież i na sierpień mam plany, a przecież i nauką się muszę zająć. A tu taka porażka, takie nie ja. Tak jakby Robert Włodarczyk, ale zmarnowany, taki z kilka lat wstecz.

Chciałbym odnaleźć choć trochę PozytywiZmu w sobie, choć trochę siły, ale dziś, siedząc tak o tej 22:3o, kiedy to już od godziny powinienem spać, nic z tego, nie ma szans i kropa. Goethe w swym sztampowym dziele, które o zgrozo, nie znajdzie się w kanonie lektur licealnych w najbliższych latach, dzięki Kochanemu Panu Ministrowi Giertychowi, "Cierpieniach Młodego Wertera" pisze:
"Pokaż mi pan człowieka, który jest w złym humorze, a przy tym tak dzielny, by go ukrywać a samemu znosić, nie niszcząc wokół siebie radości !"

No cóż, jak to mawia mój znajomy: "bywa". i Żyje się dalej, może jutro będzie lepsze, wszak afrykańskie przysłowie głosi: "Należy spodziewać się tego, co najlepsze, zło przyjdzie samo".

Nie załamując się i nie dołując, idąc za słowami "Modlitwy o śmiech", przydałoby się położyć spać, przytulić główkę do podusi, pomyśleć o czymś miłym, albo nie myśleć o niczym, tylko dać się porwać nocy, dać się porwać ciszy i spokojowi, które niesie ciemność, wsłuchać się w szum wiatru dochodzący nas zza okna, poczuć zapach deszczu i świeżej trawy. Przydałoby się, ale ... Właśnie zawsze musi być jakieś "ale". Oby w dniu dzisiejszym już żadne z Was nie miało żadnych "ale", ja niestety jeszcze z jedno lub dwa mam i czas zabrać się do ich wykonywania :)

Ach, powiedziałem już coś o samotności ? Nie, to proszę dajcie mi jeszcze chwilkę, tak pokrótce. Bo nie wyobrażacie sobie, jak mimo tych wszystkich spotkań ostatnio, czuję się osamotniony. Brak mi zwykłego, koleżeńskiego wypadu. Nie takiego w interesie czy z mej prośby, tylko takiego samego z siebie. Tak patrze po Waszych opisach i widzę, że tu jedni na działce, inni nad morzem, jeszcze inni gdzieś w pubie. A ja ... ja gdziekolwiek bym był, to nie jestem z Wami ... Czemu ? - taki już chyba mój los, los człowieka samotnego, pieprzony indywidualizm. Choć w sumie, sam zawsze chciałem być takim włóczykijem i chyba tak właśnie teraz ze mną jest, niespokojny ze mnie duch ... I nie powinienem czekać na zaproszenie, tylko sam się odezwać, bo wątpię abym się doczekał kiedyś jakiejś szczerej propoozycji, wszak Robciu fajny jest, ale jakoś tak tylko przy okazji czy na zły nastrój, ale żeby tak po prostu na zwykłą rozmowę ... Acha zastrzegam, że jeśli w najbliższych dniach jakiekolwiek propozycje się pojawią, to trudna będzie mi uwierzyć w to, że to nie pod wpływem tego tekstu, więc sobie odpuście albo zagrajcie tak aby wyszło niepostrzeżenie samo z siebie :P

Na zakończenie, tak na opak, z bananem na gębie, żegnam się w nadziei na lepsze, PozytywnE jutro. A jest to bardzo możliwe bo świat piękny i radosny wokół nas, i choć ludzie drętwi, przymuleni, źli i niedobrzy, to jest coś ponad to. To muzyka i natura. Oddaję się więc brzmieniu muzyki, która przenosi mnie w światy tak odległe, a zarazem tak bliskie, która wychwala to co piękne, która radośnie uPozytywniA mnie ... I nocy się oddaję, która niczym wróżka za pomocą czarodziejskiej różdżki, on swą magią zabierze ode mnie to co złe i przykre i ukoi mnie błogim snem ... Bless & Peace.


"Święty święty, święty - blask kłujący oczy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Święty kurz na drodze
Święty kij przy nodze
Święte krople potu
Święty kamień w polu
Przysiądź na nim, panie
Święty promyk rosy
Święte wędrowanie

Święty chleb - chleba łamanie
Święta sól - solą witanie
Święta cisza, święty śpiew
Znojny łomot prawych serc
Słupy oczu zapatrzonych
Bicie powiek zadziwionych
Święty ruch i drobne stopy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi

Słońce i ludny niebieski zwierzyniec
Baran, Lew, Skorpion i Ryby sferyczne
Droga Mleczna, Obłok Magellana
Meteory, Gwiazda Przedporanna
Saturn i Saturna dziwów wieniec
Trzy pierścienie i księżyców dziewięć
Neptun, Pluton, Uran, Mars, Merkury, Jowisz

Święty chleb - chleba łamanie
Święta sól - solą witanie
Święta cisza, święty śpiew
Znojny łomot prawych serc
Słupy oczu zapatrzonych
Bicie powiek zadziwionych
Święty ruch i drobne stopy
Święta święta święta - Ziemio co nas nosi"





--------------------------------------------------------------------------

Playlista:

* Yann Tiersen - Comptine D'un Autre ete : L'apres midi
* Damien Rice - 9 Crimes
* Edyta Bartosiewicz - Zatańcz ze mną
* Robert Chojnacki - Niecierpliwi
* Varius Manx - Piosenka księżycowa
* Howard Shore - The Breaking Of The Fellowship
* Hans Zimmer - This Land
* Yann Tiersen - La Noyee
* Stare Dobre Małżeństwo - Modlitwa o śmiech
* Marek Grechuta - Zegarmistrz Światła
* Stare Dobre Małżeństwo - Sanctus


"Daj każdemu dniu szansę bycia najpiękniejszym dniem Twego życia" M.Twain

[Notka z dnia 4 lipca]
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rak.

niedziela, 1.lipica.2007, 23:48
Tak pierwotnie miała wyglądać dzisiejsza notka ale kurwa mi się komputer wyłączył przed zapisaniem pliku audio, który trwał 50 minut i straciłem na niego cały wieczór, nie wspominając o tym, że już nawet jakbym nagrał raz jeszcze to nie będzie takie samo ... kurwa - nienawidzę techniki !! W sensie, że komputerów !! Wrrr... Przepraszam za irytację ale, coś mnie bierze w takich momentach ... ! Cholera.


------------------------------------------------------------------------------------
Kolejna notka głosowa. Wpis do mego Dziennika w formie audycji, może nie koniecznie od razu radiowej, ale zawsze to jakiejś audycji. A i temat w miarę ciekawy, gdyż mowa tu o Raku, znaku zodiaku. Rozpoczynam tym wpisem cykl audycji o znakach zodiaku. Cykl, który myślę potrwa spokojnie koło roku :) A w tym czasie oczywiście pojawiać się będą także notki w formie tekstowej. Mam nadzieję, że rozpoczęty przeze mnie cykl, pomoże Wam jak i mnie trochę bardziej zrozumieć zależności między życiem a gwiazdami i poznać lepiej drugiego człowieka. A przy tym posłuchać dobrej muzyki :) Zachęcam do słuchania i pozdrawiam wszystkich, którzy (jak zwykle) w biegu i pędzie XXI wieku znajdują chwilę na zadumę nad mymi tekstami ... Bless !

Znaki Zodiaku - Rak cz. 1 (R. Włodarczyk)

-------------------------------------------------------------------------------------
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Concerto No 9

niedziela, 1.lipica.2007, 01:59


Młodzieżowe Dni Miasta to inicjatywa, o której przyznam się, usłyszałem w tym roku po raz pierwszy, a podobinież nie była to pierwsza edycja tej imprezy. I rad jestem, że o niej usłyszałem, bowiem organizowane w tydzień po oficjalnych Dniach Miasta, są swoistą alternatywą dla komercyjnego charakteru imprezy, która rzadko ma w sobie walory artystyczne, a częściej kicz, tak popularny wśród ludzi ostatnimi czasy. W sobotę 16 czerwca w Parku na Kazimierzu Górniczym już od godziny 15:oo odbywały się różnorakie koncerty. Dlaczego akurat Kazimierz Górniczy ? - pytali się znajomi. Otóż odpowiedź jest prosta, mianowicie organizatorem MDM był Dom Kultury mieszczący się właśnie w tej dzielnicy Sosnowca. Nie powiem, tutejszy park, a wręcz kompleks parkowy jest bardzo urokliwy, ale z dojazdem rzekłbym kapucha. Pierwszym zespołem był dąbrowski skład hardcorowy 100Tvarzy Grzybiarzy, po nich wystąpić miał Seleq, Accoustic Street Band, następnie Hoffman Group i gwiazda wieczoru, warszawska grupa Vavamuffin. Chłopaki niedawno gościli na naszej Zagłębiowskiej ziemi, w Dąbrowie Górniczej z okazji Dni Miasta. Dziś tu, na Młodzieżowych Dniach Miasta ościennego. Na pierwszych dwóch zespołach niestety mnie nie było, aczkolwiek gdy tylko dotarłem i zobaczyłem "tłum" jaki zgromadził się pod sceną, czytaj koło pięciu ludzi, to chyba jednak dużo nie straciłem ... Scena usytuowana została fatalnie, gdyż na samym początku parku, a przecież mamy tam i muszlę koncertową i wspaniałe tereny przy stawie. No ale cóż, liczy się inicjatywa. Zespół poprzedzający gwiazdę wieczoru, grał ciekawą muzykę klezmerską i widać było, że przyjechał on z własną grupką fanów, która zgromadziła się pod sceną, robiąc fotki i bujając się. Więcej, tj. koło 100 osób, pojawiło się gdy na scenie znaleźli się członkowie Vavamuffin. Tłum zawrzał. Szybko wprawiony w bans, zaczął się bujać, wpierw spokojniejsze kawałki, a potem ragga dynamit. Czyli to co w Vava najlepsze. pełne szybkie nawijki, skocznej muzyki utwory, rozruszały nawet najzagorzalszych gburów. Widać było, że artyście byli już w niezłym klimacie i rispekt dla nich, że w tym błogim stanie nie pogubili się w tekstach :P Wydaje mi się, iż mimo że koncert w Sosnowcu był dla mniejszej publiki to jednak wyszedł dużo lepiej nizeli dąbrowski. Ragga i wszelakie reggae, jak spostrzegłem dobrze się ma w Zagłębiu i rzekłbym językiem komercji, nieźle się sprzedaje. Może marzenia by Zagłębie Dąbrowskie stało się polską kolebką reggae, kiedyś się spełnią. tymczasem w lipcu parę pojedyńczych koncertów m.in. Konopiansi na zamku w Będzinie i oczywiście kolejna edycja Reggaeneracji w Czeladzi. Do zobaczenia :)





[Notka z dnia 16 czerwca - edit: poranek dnia siódmego]
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: