Odkryłem dziś, ze nic mnie tak nie irytuję, gdy zasiądę przed ekranem komputera, zacznę pisać kolejną notkę, jak reklamy blogów pojawiające sie po prawej stronie ... Czyż to nie dziwne, ze dopiero teraz do tego doszedł, wszak już nieraz powtarzałem tą czynność i pisałem kolejne słowa, nie zwróciwszy na to większej uwagi, a dziś, dziś mnie to naprawdę poirytowało. Ale jak już człowiek zacznie pisać to nie liczą się ani reklamy, ani to że boli głowa, ani nawet to że jutro czas do szkoły wstać. po prostu siada się a słowa płyną i płyną ... Przy dźwiękach
Nocy Nie Bez Końca, kubku gorącej czekolady i pomimo przeciwności jakie zgotowała mi, wciąż nie odpuszczająca choroba, postanowiłem dziś się troszka rozpisać. Powodem jakże prostym tego, jest moja prawie dwutygodniowa nieobecność i choć teoretycznie czasu miałem dość by zasiąść i napisać coś w ostatnim tygodniu, to jednak lenistwo, brak zorganizowania, czy po prostu brak samozaparcia, konsekwencji, niechęć czy brak weny, spowodowały ze nastąpi to dopiero dziś =)
Nie chcę rozpisywać się dziś na temat koncertów na których miałem przyjemność być w ostatnim czasie, ani o moich podróżach, których jak zwykle nie mało. Na te opisy przyjdzie jeszcze czas, zresztą z perspektywy czasu wszystko lepiej smakuje :) Dziś trochę mych spostrzeżeń z ostatnich dni ... Wielu z Was zachwyca się filmem
Requiem dla snu którego namiętnie nazywacie tytułem oryginalnym ("Requiem for a dream"), ale mało kto z Was wie, ze muzykę do tegoż filmu m.in. współtworzyli członkowie Kronos Quartet, którzy wczoraj wystąpili w ramach festiwalu
Ars Cameralis w Górnośląskim Centrum Kultury. Odczuwam pewien żal, ze nie mogłem się tam znaleźć i chłonąć, wraz z niemałą (wedle moich przeczuć) publicznością, dźwięki zupełnie odmienne od tych, które serwują nam gwiazdy POP a nawet Alternative. Ale nie narzekam na czas i formę w jakiej spędziłem wczorajsze popołudnie i wieczór. Choć (czego nie lubię) plany moje uległy zmianie, to jednak była to zmiana jak najbardziej PozytywnA, otworzyły się przede mną nowe perspektywy, perspektywy towarzysko-rozrywkowe, zawitałem bowiem do kilku, może kilkunastu, do wczoraj mniej mi znanych pubokawiarni. Bardzo miła atmosfera ścierała się z dość nieciekawą, ceny wygórowane z cenami niskimi, różnorodność jaką zaoferowały mi Katowice przerosła moje oczekiwania. Dało mi to do myślenia by np. co piątkowe ChillOut'y także otworzyć na świat i przenieść do Katowic a nawet i dalej ... Problem jak zwykle zasadza się w tym, ze jaka przyjemność po wędrowaniu i ChillOut'owaniu samotnie - nijaka. A grupowo, problem, owej grupy się pojawia. Momentami to sam już nie wiem jak to jest - większość uznaje że mnie lubi i dobrze im sie ze mną spędza czas a tu jednak jak przyjdzie co do czego, jak jest okazja spotkać się w większym gronie, w którym przecież każdy powinien czuć się bardziej swobodnie, to każdy znajdzie tysiące wymówek, nie mówiąc już o wyjściu z inicjatywą. Wszyscy nauczyliście się chyba ze to zawsze ja powinienem coś inicjować, ze nigdy czasu nie znajduję na spotkanie, a tymczasem nie sprawdzając swych teorii, tkwicie w błędzie ...
Dziś Święto Niepodległości, odzyskania niepodległości. Dla wielu z nas to wciąż dzień zadumy i niezwykłej powagi, tak trudno złamać stereotyp. Przecież z samej definicji jest to dzień radosny, jest to dzień szczęśliwy, powinniśmy sie cieszyć z tego ze żyjemy w wolnej Polsce, ze mamy ten zaszczyt i przyjemność. 11 listopada to nie tyko sztywne uroczystość, wzniosłe słowa i pamięć, pamięć w wykonaniu kombatantów wojennych i polityków. To także zwykła wdzięczność, najzwyklejsze w świecie podziękowanie nie tylko dla ludzi walczących wtedy ale dla wszystkich którzy do dziś stoją na straży prawa i wolności polaków, dla wszystkich którzy z troską spoglądają tych maluczkich w naszym kraju, to także (wreszcie) wdzięczność i wyraz szacunku dla samej Polski. I każdy z nas ma prawo okazać to na swój sposób. Dziś na meczu Płomień Sosnowiec - Delecta Bydgoszcz, kibice wstali w przerwie i zaczęli śpiewać Hymn Polski, układając sie w wielką biało-czerwoną flagę na trybunach. Mały, zwykły, wydawało by sie zupełnie nie pasujący do sytuacji gest, ale jakże dosadny i wyrażający wszystko. Cały szacunek, poszanowanie, wdzięczność. I ciesze się że mogłem w tym wziąć udział i w taki sposób wyrazić to co czuję. Ciesze się ze ten dzień nie minął mi zwyczajnie i że to nie tylko telewizyjne transmisje uroczystości, flagi na ulicach czy list biskupa, ale zwyczajne zachowanie, zwyczajnych ludzi, cenniejsze od wszelakiej wymuszonej pamięci.
Choroba to męczący okres w życiu człowieka, a najgorsze jest to, iż to okres powtarzający sie. Nikt nie chorował raz w życiu, każdy z nas ma za sobą już przynajmniej kilkanaście chorób przebytych, najczęściej to wszelakie odmiany przeziębień. Ale sami wiecie jak nieraz zwykłe przeziębienie potrafi człowieka wykończyć. Należę do ludzi którzy łatwo sie nie poddają, dlatego nawet w chorobie staram sie aktywnie żyć i prowadzić normalny tryb życia, odbija mi się to jednak wieczorami i rankiem, potrzebuję więcej snu i szybciej zmaga mnie zmęczenie. Upierdliwość polega na tym że wieczór i noc to okres, który osobiście bardzo preferuję a tu taki zonk, bo po 21:oo jestem nie do życia. I choć jest to sprzeczne z tym że teraz pisze te słowa, to wierzcie że robię to resztkami sił =) Reasumując, choroba to nieprzyjemny, uprzykrzający czas w życiu, czas który jednak trzeba przebyć i to nie raz, choć czasem człowiek sie zastanawia na co mu to wszytko, to jednak coś w tym musi być. Tak czy owak, chorobie mówię stanowcze NIE. Czas zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne i poprawić swój styl życia, bo do zdrowego to to mu daleko.
We wszystkie minione dni, towarzyszyła mi jeszcze jedna kwestia. Kwestia, o której już chyba każdy z was napisał, czytając choćby Wasze opisy na gadu, co drugi o tym mówi. A cóż to. Ano oczywiście wzbudzający skrajne emocje śnieg, który pojawił nam się za oknami. Jedni nie posiadają się z radości, ze w końcu jest, przyszedł, napadł i w ogóle jest bosko, inni zaś narzekają ze znów zimno i chlapa będzie. Kto ma rację, jak zwykle każda ze stron po troszku. Ładnie, to prawda, urokliwie niezwykle. To niewątpliwie jeden z największych plusów śniegu, ubogaca on świat. Smutna i szara, jesienna rzeczywistość staje sie w jednej chwili, przyjemna, puchata, upiększona. To tak jakby wypełnienie bar samych konturów postaci, jak ożywienie obrazu, jak nadanie koloru filmowi, jak udekorowanie wyśmienitej potrawy, wiecie już o co mi chodzi. To nie samo piękno śniegu jest najważniejsze, ale jego moc i piękno jaki wyzwala on w przyrodzie, piękno, które po upadku ostatniego liścia wydawało by się że zamiera, by przejść w stan snu i ciszy, a jednak budzi się z pierwszymi płatkami śniegu. Przyroda śpi, ale jej piękno dopiero teraz rodzi sie na nowo. Rodzi si e tak bowiem cztery razy do roku. Z początkiem każdej z pór roku. Jest coś magicznego w kręcących się po ulicach płatkach śniegu, które niczym para wytrawnych tancerzy kręcą się i wirują wraz z wiatrem. Nie da się też nie nawiązać do świąt, które choć daleko jeszcze, to jakby bliżej, jakby już je czuć w powietrzu, jakby już je czuć gdy się idzie śnieżną droga, i chłonie spadający nań śnieg =) Od razu człowieka bierze na znalezienie się przy kominku z kubkiem gorącej czekolady, z talerzem pierników u boku, w dobrym towarzystwie (względnie z dobrą książką). Z drugiej zaś strony, żegnajcie radosne i ciepłe promyczki słońca, które otulały nasze nagie ciała przeszło trzy miesiące temu, żegnajcie rowerowe przejażdżki, pikniki na trawie i inne letnie przyjemności, a witaj chłodzie i mrozie, witajcie kożuchy, płaszcze i ciepłe (teoretycznie) kurtki. Znów przemarznięte łapy, mokre buty i wędrujące od domu do domu choróbska. Jednak trzeba sie zgodzić z biegiem natury, wszak wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony. Ważne byśmy umieli szybko przejść nad złymi momentami, minęli je i z radością odnaleźli PozytywnE aspekty każdej z sytuacji. Bo z PozytywnYm myśleniem zawsze raźniej i niejedno kroć łatwiej przez życie :)
Ktoś mi ostatnio opowiadał jak to jest w Niemczech skąd wrócił niedawno, kto inny jak mu sie mieszkało przez tydzień we Francji, a kolega dodał że we Włoszech to jest tak i tak ... Rozmowa nie była długa, ale każdy wyłożył swoje rację i wyobraźcie sobie, ze w dobie masowej emigracji i ogólnej niechęci do kraju, każdy z mych rozmówców doszedł na koniec do wniosku, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Jakże stara i jakże piękna zasada. W ten szczególny, dzisiejszy, dzień dziękuję Bogu że mimo iż nieraz narzekałem na Nią to jednak urodziłem się w Polsce. Kocham Pogoń, Kocham Sosnowiec, Kocham Zagłębie Dąbrowskie i kocham Polskę, ale żeby nie było aż tak patriotycznie to powiem że Kocham też Europę - to taka sentymentalna Miłość geograficzna, ale czy aby na pewno tylko geograficzna ... Coś w tym jest, w tej naszej przynależności, tylu z Was narzeka na dzielnice, na miasto czy kraj, ale nikt też z Was nie potrafi, nie chce dostrzec tego co dobre, tego co wyjątkowe, tego co niezwykłe w tej Waszej małej i większej Ojczyźnie. Nikt też z Was nie myślał nigdy ile osiągnął właśnie tu, ilu poznał ludzi, jak się rozwinął, można gdybać że gdzieś tam byłoby lepiej ale nigdy nie możemy być pewni że nie byłoby i gorzej ... Warto więc nieraz docenić to co mamy =)
zaKochany Robciu ...