Księga
Zobacz
Dopisz


Archiwum

2007
marzec (13)
kwiecień (22)
maj (21)
czerwiec (11)
lipiec (6)
sierpien (9)
wrzesień (23)
październik (16)
listopad (6)
grudzień (5)

2008
styczeń (3)
marzec (1)
czerwiec (5)
lipiec (6)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)

2009
październik (1)
listopad (2)





Słuchaj mnie !



W każdy PONIEDZIAŁEK od 21:3o w audycji TRZY KOLORY oraz tego samego dnia od 7:oo do 10:oo w poranku i o 19:oo w audycji Odsłuch Kulturalny. W niedziele po 22:oo prezentuję Piękno Muzyki w audycji Bezdroża. Zapraszam!
SSR Egida nadaje codziennie od 7:oo do 24:oo =)



Linki

Znajomi
Mrufcia (pot. KTG)
Karla =)
Positive Page (Aneta Rz.)
Helga (?!) (pot. Justyna)
Oo Koniaczek

Kultura
KoncertY
FilmWeb
Radio EGIDA

Firmowe
LO im. Kopernika (Bz)
Moja Galeria Zdjęć
Youtube - Mój profil
Mylog.pl
Moja Galeria Zdjęć II
LP Soldiers
UŚ - Wyd. Nauk o Ziemii

Polecam
Niebo (by Golden Express Poland 2007)
Green SQUAD - Extra Bonus
Napij się ze mną !
Trzy Kolory - blog audycji

Green SQUAD
Green SQUAD - Debiut (Album Covers)
Green SQUAD - Extra Bonus (NEW CD !!)
Green SQUAD - Ostatnia Noc (Singiel)

Mój Profil

Podlinkuj









Dodaj do ulubionych




m-r-u-f-c-i-abanka-z-mydla







Kilka słów o mnie ...

Imię i nazwisko: Robert Włodarczyk
Urodzony: 14 maja
Miejsce zamieszkania: Sosnowiec

Znak zodiaku: Byk
Stan psychiczny: Lekkie odchyły
Stan fizyczny: W pełni sił
Wzrost: 182
Kolor oczu: Niebieskie
Wyznanie: Chrześcijaństwo
Mieszkanie: Kamienica (ilość 3/1/1.5)
Na stanie: 1+1+pies
Pasja: Muzyka i koncerty
Hobby: Kolarstwo górskie (MTB)
Języki: Polski (bdb)
Francuski (db)
Angielski (podst)
Łaciński (podst)
Esperanto (podst)
Ennagram: 4w5
Skype: ver.di_pol
Gadau-Gadu: 5578140 (po 21:oo - rzadko)
Mail: verr.di@gmail.com

My status

Digart: verrdi
Last.fm: VerrDi
MySpace: ver.di
Youtube: VerrDi
Niejakie BAHU: Verdi

Inne: Mania noszenia krawatów ...
Uwagi: Zbyt było by ich wiele :P






|Lay by GoSha | Don't copy!! |









POWERED BY PUBLICONS.DE


statystyka

"Od czasu do czasu zaglądasz tam ..."

wtorek, 27.listopada.2007, 23:07
Dobra, po kolei ... Wpierw idę po herbatkę i ewentualnie coś do jedzenia :)

No to lecim z tym koksem ... Chciałbym dzisiaj zupełnie pokrótce zająć się tematem, który pięknie opisano w Pomocniku Psychologicznym )dodatku do Polityku) Nr 43, tematem kryjącym się pod wdzięcznym hasłem "Żeby się chciało chcieć".

Każdy z nas miał już nieraz tak, że nim się za coś wziął to najpierw zrobił sobie kawki,ka to poserfował po necie chwilkę, odebrał maila itp. Jednym słowem każdemu z nas zdarzyło się odwlekać jakieś zadanie,jakąś czynność, coś co było konieczne do zrobienia. Par sześć gdy to odwlekanie w czasie jest realnie krótkie, gorzej gdy popadamy w swego rodzaju chorobę i wszystko odkładamy lub pewne czynności tylko, ale za to ciągle i długotrwale ... Należę do ludzi, którzy niewątpliwie mają duży problem z wykonaniem czego na już, na czas i w określonym terminie, szczególnie gdy jest to czynność narzucona mi z góry lub taka z którą się przeliczyłem co do własnych możliwości. Bowiem inaczej ma się sprawa gdy robimy coś co sami sobie założyliśmy i w dodatku jest to czynność, która sprawia nam przyjemność, wtedy wszystko idzie zgrabnie, sprawnie, szybko i efekty są nad wyraz zdumiewające i zadowalające. Sztuką jednak jest uczynić wszystko dokładnie i konsekwentnie, gdy mowa o czymś co zlecił nam ktoś lub czymś co sami sobie obraliśmy, ale żeśmy się przeliczyli, okazało się to trudniejsze, okazało się, że należy włożyć więcej wysiłku itp. Gdy stajemy przed zadaniem, które nas zupełnie nie rajcuje i nie pociąga, staramy się je odwlec, gdy już siądziemy do niego idzie nam to opornie i rozprasza nas dosłownie wszystko - co radzą specjaliści ? Ano m.in. abyśmy nie siedzieli w pomieszczeniach gdzie jest komputer, nie tam gdzie na stole leżą ciastka czy owoce, ani nie w towarzystwie telefonu komórkowego czy sąsiedztwie pilota telewizyjnego, tak by nic nas nie rozpraszało i byśmy mogli się skupić tylko na danym zadaniu. Wydaje się że to łatwo spełnić powyższe założenia. Ale to tylko złudzenie, bowiem nawet gdy teoretycznie wyizolujemy sie od czynników sprzyjających rozproszeniu, to wciąż pozostają myśli, ot choćby o pomarańczy którą byśmy teraz wszamali, o kawałku czekolady na którą mamy chętkę, czy o mailu, który właśnie dziś miał nam ktoś przysłać ... Pierwsza więc zasada to skierować myśli wyłącznie na zadanie a przede wszystkim na efekt jaki chcemy osiągnąć, tak mi się wydaje, że choćby zadanie było z góry narzucone,to sami możemy wyznaczyć sobie efekt (pewien cel) jaki chcemy osiągnąć poprzez realizację owego zadania. Wtedy choć w pewnym stopniu jesteśmy zleceniodawcami, przez co łatwiej nam się za to zabrać.

Jednak gdy już odpowiednio ukierunkujemy nasze myślenie, zasiądziemy w miejscu neutralnym i nie odłożymy tego na potem, tylko zaraz się za to zabierzemy, to pozostaje aspekt powtarzalności i własnego ego. Pierwszy jest cholernie trudny do przekroczenia. Bo np. w jaki sposób mam zmusić się do nauki czegoś czego wyjątkowo nie lubię, skoro nie jest to jednorazowy akt. Nie nauczę się przecież wszystkiego za jednym razem i kwita. Tu zatem pojawia się efekt powtarzalności, który mnie osobiście przygnębia niesamowicie. Dobra, chcę się nauczyć tego francuskiego i przygotować do zajęć dodatkowych ale po co mi to skoro za tydzień czy kilka dni będę musiał powrócić znów do tego i tak w kółko aż do matury ... Monotonność i powtarzalność potrafi dobić ... Drugi aspekt to własne ego. O co w tym mi chodzi, ano o wiarę we własne możliwości i przekonanie, ze nam się uda. Dobra, PozytywnE myślenie zawsze było, jest i będzie wskazane, ale jak tu wykrzesać PozytywnE myślenie w momencie gdy człowiek, przez całe życie piszący na dobrym poziomie, z odpowiednią warstwą językową, choć zazwyczaj bardzo autorsko, dostaję regularnie oceny niedostateczne z analizy i interpretacji wiersza ... Jak wykazać się wiarą w możliwości, gdy po prostu wszelakie umiejętności zostały zakwestionowane i człowiek w jednej chwili staję się wewnętrznie tak pusty i tępy, że szkoda gadać ...

Zachwiana wiara, presja czasu, narzucenie odgórne i przede wszystkim tematyka zupełnie nie przemawiająca do nas to nie połączenie, które daje PozytywnE efekty -i tu nawet psychologiczna motywacja nie pomoże. Dlaczego w różnych zawodach ludzie łapią depresje ? Dlatego, ze przeżywają kryzys, że w pewnej chwili odczuwają niechęć do tego co robią i nie widza w tym radości. Wtedy wysyła ich się na urlop, zleca leczenie i daje podwyżkę. A nam co się oferuję ? Jeszcze większą presję ! Przecież nie da się na siłę zabrać za coś co zupełnie nie daje nam przyjemności i nawet efekt nie wydaje się być radosnym ...

Cóż począć z takim stanem rzeczy ? Nie wiem i wątpię żeby była na to prosta odpowiedź będąca złotym środkiem i lekarstwem na całe zło ... Pozostaje nam jakoś to przegryźć i ufać w to, ze już niedługo będziemy mogli robić to co sprawia nam prawdziwą przyjemność zarówno w sferze edukacji, jak i samorozwoju czy rozrywki ... Ciekaw jestem czy zdołam się wreszcie wziąć w garść i zabrać do roboty - bo choć coraz bardziej jestem konsekwentny na różnych płaszczyznach to w tej jednej, edukacyjnej tak trudno mi do tego doprowadzić ...

Z pozdrowieniami ukonsekwentniający się niekonsekwentny :]
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Alleluuuuuja ..."

poniedziałek, 26.listopada.2007, 22:40
Postanowiłem wprowadzić ponownie systematyczność czego efektem jest dzisiejszy wpis, który jest denny i bez sensu, a to na skutek wyjątkowego zmęczenia jakie odczuwam i wybitnej niechęci oraz utraty chwilowej wiary we wszelakie produktywne czyny :P Cóż, raz jest lepiej a raz gorzej - grunt że cokolwiek mówią inni, sami powinniśmy wiedzieć ile jesteśmy na prawdę warci :D Tyle i aż tyle. Na zakończenie posłużę się słowami R. Brasch'a, którego przytaczam sobie zawsze gdy ogarnia mnie niemożność ...

"Tak jak latawiec wznosi się w górę wbrew podmuchom wiatru, tak najgorsze kłopoty mogą nas umocnić ..."





Z serdecznymi pozdrowieniami wciąż chory i (chwilowo) bezradny Robertto:]
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Że życie zaskakuję wiemy nie od dziś i jakby to powiedział Pan prezydent Lech Kaczyński, to ze nas zaskakuje to oczywista oczywistość. Zaskoczył nas awans polaków do Euro, zaskoczyła drogowców nagła zima, zaskoczył mój kumpel moją znajomą swym zaproszeniem, zaskakujące jak dobrze można się bawić na zapowiadającej się sztywno imprezie, jakie mamy możliwości o których sami nie wiedzieliśmy, zaskoczyć może też plotka. Tym ostatnim właśnie zaskoczeniem chciałbym sie trochę dziś zająć. O tym czym jest plotka, pisać nie będę bo była już o tym mowa jakieś paręnaście (parędziesiąt) notek wcześniej. Wspomnę tylko że to słowo, wypowiedziane raz i powtarzane z osoby do osoby, za każdym razem zmieniając swój kształt i znaczenie lub też słowo celowo zniekształcone już od początku i wprowadzone w obieg. Skąd sie bierze plotka ? Zazwyczaj z urojonych i wyimaginowanych sytuacji lub owego przekręcenia sensu. Kto rozsyła plotki. Każdy, w dobrej (wydawałoby sie) lub zupełnie odmiennie, złej woli.





Gdy plotka nie dotyczy nas zazwyczaj posyłamy ją dalej i tak krąży sobie ona swobodnie póki, przypadkiem oczywiście, nie natrafi na osobę, która tematem owej plotki jest. Wtedy zazwyczaj jej żywot staramy się ukrócić, znaczy nie my, tylko ta osoba której to wszystko dotyczy. Ale przypuśćmy że to my jesteśmy tymi uszami najmniej pretendowanymi do wysłuchania owej plotki. Wtedy za wszelką cenę staramy sie sprostować, rozwiązać lub zawiązać komuś język. Plotka wciąż będzie się rozchodzić ale w pogoni za nią uda się hasło jej zdementowania. Wyników tej bójki słów przewidzieć nie sposób, lecz działania przedsięwziąć należy zawsze.

Trudno uwierzyć, że obce mi osoby rozprawiają o moim intymnym i prywatnym życiu ... Szczególnie trudno uwierzyć ze bliższe mi osoby też to robią, a totalnie najbliższe są w to wszystko wtajemniczane - dość paradoksalnie, zważywszy, ze jak zwykle mnie o niczym nie wiadomo :P Tak czy owak chciałbym wyjaśnić parę kwestii z mojego życia, które niewątpliwego wyjaśnienia się domagają :)





Primo: Co do mojego stanu cywilnego. Wedle prawa i kościoła jestem kawalerem. Według zażyłości koleżeńskich mam jedną matkę, około 4 sióstr, 3 braci, syna i 2 córki, dwie lub trzy żony, jednego męża, jedną łajzę i dwie kochanki. Reszty ciężko mi się doliczyć, gdyż nic mi nie wiadomo o dzieciach nieślubnych i związkach zawieranych ze mną bez mojej wiedzy :)

Secundo: Bardzo lubię płeć żeńską ludzkiej rasy, zwaną kobietami lub dziewczętami, a także laskami, dupami, lachonami itp. Pałam gorącą Miłością do wszelakich Pań tego świata, Miłością wielce braterską jak i pożądliwą jako żem facet :D Są oczywiście w moim życiu Panie, które darzę nad wyraz wyjątkowym uczuciem (ich stan na dzień dzisiejszy to trzy, aczkolwiek jedną należy to szczególnie wyróżnić) są też takie osoby które są mi jak bratnia dusza (tych będzie z kilka) znajdą się też takie które szanuję i darzę szczerą sympatią i względami za przeżyte razem chwile (to stanowcza większość) oraz pozostają te wszystkie które znam i lubię oraz te których nie znam i je lubię :P To jednak że mam takie a ni inne podejście nie oznacza że z co drugą napotkaną dziewczyną romansuję, zarywam do niej czy też z nią kręcę. Jak czas pokazuję, niestety jesteśmy jeszcze na takim etapie, a bynajmniej Drogie Panie są, gdzie moje miłe podejście, wyrozumiałe, z szacunkiem i należytą godnością, odbierane jest jako wyraz mojego głębokiego uczucia doń ... Cóż Miłe Panie, muszę niektóre z Was rozczarować mówiąc, że mimo iż dajecie mi po wielokroć radość i wywołujecie uśmiech na mej twarzy to jednak wiedzcie że gdybym Was Kochał taką prawdziwą Miłością damsko-męską to bym to wyznał - nie obiecujcie sobie więc zbyt wiele :P Lub (sytuacja B) jeśli Wy coś takiego czujecie to radziłbym grać w otwarte karty, by nie dochodziło do kuriozalnych scen, gdzie to dowiaduję się że z kimś jestem choć nie jestem, że ktoś coś do mnie ten teges ale ja Go odrzucam, że wydaje sie Wam że ja coś i Wy też coś to trza się brać za to itd. Gra w otwarte karty to najlepsza metoda na głoda i na wszystko inne :) Mam nadzieję że wiele z Was, już mnie poznało na tyle, aby wiedzieć że ciepły uścisk, odprowadzenie pod dom, zaproszenie na kawę czy piwo, czy też spędzenie wielu godzin na spacerze i rozmowie, nie oznacza mej dozgonnej Miłości wobec Was :P Te jednakże które o tym nie wiedzą, niechaj teraz się dowiedzą :)

Tertio: Nastała zima, choć od środy zapowiadają ocieplenie, to źle wróży samopoczuciu człowieka, bo gdy nastanie chlapa i ciapa to kapiasto z nastrojem, jestem jednak głęboko przekonany, ze Mój tydzień ułoży się wyśmienicie, głęboko wierze w to że pogoda nie zepsuję mi świetnego humoru z którym mam zamiar wyruszyć z samego rana w świat :D Wiele słów, pięknych słów, ciepłej muzyki reggae płynie z głośników dając siłę na kolejne dni. Wspaniałe, urocze, wzniosłe lub po prostu przyjacielskie spotkania, których choć niewiele to dają wiarę w bezinteresowny uśmiech w tłumie szarych głów. Czaderskie i niezapomniane koncerty, na których mam przyjemność bywać, wyzwalają w człowieku PozytywnĄ energię, dającą siłę marzyć i kroczyć z radością. Nie sposób nie wymienić dobrego filmu i lektury, które potrafią wyzwolić w człowieku uPozytywniającE wzruszenie i śmiech przez łzy. Wiele drobnych spraw składa się na spójne szczęście naszej egzystencji. Trzeba jedynie je dostrzec, trzeba jedynie potrafić wyciągnąć z każdego naszego czynu pierwiastek dobra i co dnia, co wieczór poskładać wszystkie cząstki do kupy by wchłonęły się w jednej całości w nas i umocniły ducha naszego.





Na zakończenie wspomnę tylko o sprawach czysto organizacyjnych. Otóż po lewej stronie zapraszam do mojego kalendarza, który proszę traktować luźno, co oznacza tak, aby nie krępowały Was moje zaplanowane zajęcia i mimo to próbować mnie wyhaczać w różne dni i o różnych porach. Jak się tylko chce i spróbuję to zapewniam że spotkać się ze mną Wam uda. Co prawda kontakt ze mną jest i wciąż będzie utrudniony i to znacznie, ale po to właśnie ten kalendarz by każdy z Was wiedział gdzie i o której może mnie zastać. Standardowo zapraszam we wtorkowy wieczór do kawiarni Coffe Room w Sosnowcu, między godziną 18:oo a 20:oo gdzie czekam na chętnych i spragnionych rozmowy na wszelakie tematy :) Jednocześnie przypominam o zajęciach stałych dla tych którzy biorą w nich udział :) Wciąż nie działa mi telefon, więc kontakt telefoniczny możliwi jest jedynie z opóźnieniem, gdyż staram się dwa razy w tygodniu sprawdzać jakoś moją kartę czy doszły nowe sms'y =) W zeszłym tygodniu zażyłem wspaniałej kąpieli ciszy w odelektronizowanym płynie z masą bąbelków, czyli ze miałem wyłączony komputer, stwierdziwszy ze po co to ma 'grać' i zżerać prąd, gdy przecież i tak nic produktywnego nie robiłem i w sumie to z przekory też wyłączone miałem przez to gadu i skype'a, z czego sie ciesze bardzo, bo to było piękne parę dni, gdy z nikim sie nie kontaktowałem. Sprawdzałem Was ? Nazwałbym to raczej oczekiwaniem, aż ktoś z Was postanowiwszy się ze mną spotkać po prostu wpadnie, napisze list pocztowy czy też użyje jakiegoś środka nie należącego do techniki typu telefon czy internet. Jak będzie w tym tygodniu tego jeszcze nie wiem, próbujcie więc ze wszech stron - mailowo, telefonicznie, listownie i poprzez komunikatory oraz osobiście - jakkolwiek :P Tyle z mojej strony na dziś - obiecuję jeszcze, ze jutro pojawi się tu relacja z wybitnego i niespotykanego koncertu Caravan Palace - zespołu który jest ponad polską świadomość muzyczna, zespołu który prezentuje najwyższą jakość muzyczną w skondensowanej formie fuzji muzycznej od lat 70 po futurystyczne dźwięki z przyszłości :D

Dziękuję za uwagę (co do łatwego zadania nie należało dziś) - zapraszam na koncerty, kawiarni, pubu, na chatę, spacer i do wzajemnej Miłości i życzliwości, wszak już w środę, 21-go listopada Światowy Dzień Życzliwości :D Bless YA !
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"W takiej, jak ta, chwili chce się żyć ..."

niedziela, 11.listopada.2007, 23:13

Odkryłem dziś, ze nic mnie tak nie irytuję, gdy zasiądę przed ekranem komputera, zacznę pisać kolejną notkę, jak reklamy blogów pojawiające sie po prawej stronie ... Czyż to nie dziwne, ze dopiero teraz do tego doszedł, wszak już nieraz powtarzałem tą czynność i pisałem kolejne słowa, nie zwróciwszy na to większej uwagi, a dziś, dziś mnie to naprawdę poirytowało. Ale jak już człowiek zacznie pisać to nie liczą się ani reklamy, ani to że boli głowa, ani nawet to że jutro czas do szkoły wstać. po prostu siada się a słowa płyną i płyną ... Przy dźwiękach Nocy Nie Bez Końca, kubku gorącej czekolady i pomimo przeciwności jakie zgotowała mi, wciąż nie odpuszczająca choroba, postanowiłem dziś się troszka rozpisać. Powodem jakże prostym tego, jest moja prawie dwutygodniowa nieobecność i choć teoretycznie czasu miałem dość by zasiąść i napisać coś w ostatnim tygodniu, to jednak lenistwo, brak zorganizowania, czy po prostu brak samozaparcia, konsekwencji, niechęć czy brak weny, spowodowały ze nastąpi to dopiero dziś =)





Nie chcę rozpisywać się dziś na temat koncertów na których miałem przyjemność być w ostatnim czasie, ani o moich podróżach, których jak zwykle nie mało. Na te opisy przyjdzie jeszcze czas, zresztą z perspektywy czasu wszystko lepiej smakuje :) Dziś trochę mych spostrzeżeń z ostatnich dni ... Wielu z Was zachwyca się filmem Requiem dla snu którego namiętnie nazywacie tytułem oryginalnym ("Requiem for a dream"), ale mało kto z Was wie, ze muzykę do tegoż filmu m.in. współtworzyli członkowie Kronos Quartet, którzy wczoraj wystąpili w ramach festiwalu Ars Cameralis w Górnośląskim Centrum Kultury. Odczuwam pewien żal, ze nie mogłem się tam znaleźć i chłonąć, wraz z niemałą (wedle moich przeczuć) publicznością, dźwięki zupełnie odmienne od tych, które serwują nam gwiazdy POP a nawet Alternative. Ale nie narzekam na czas i formę w jakiej spędziłem wczorajsze popołudnie i wieczór. Choć (czego nie lubię) plany moje uległy zmianie, to jednak była to zmiana jak najbardziej PozytywnA, otworzyły się przede mną nowe perspektywy, perspektywy towarzysko-rozrywkowe, zawitałem bowiem do kilku, może kilkunastu, do wczoraj mniej mi znanych pubokawiarni. Bardzo miła atmosfera ścierała się z dość nieciekawą, ceny wygórowane z cenami niskimi, różnorodność jaką zaoferowały mi Katowice przerosła moje oczekiwania. Dało mi to do myślenia by np. co piątkowe ChillOut'y także otworzyć na świat i przenieść do Katowic a nawet i dalej ... Problem jak zwykle zasadza się w tym, ze jaka przyjemność po wędrowaniu i ChillOut'owaniu samotnie - nijaka. A grupowo, problem, owej grupy się pojawia. Momentami to sam już nie wiem jak to jest - większość uznaje że mnie lubi i dobrze im sie ze mną spędza czas a tu jednak jak przyjdzie co do czego, jak jest okazja spotkać się w większym gronie, w którym przecież każdy powinien czuć się bardziej swobodnie, to każdy znajdzie tysiące wymówek, nie mówiąc już o wyjściu z inicjatywą. Wszyscy nauczyliście się chyba ze to zawsze ja powinienem coś inicjować, ze nigdy czasu nie znajduję na spotkanie, a tymczasem nie sprawdzając swych teorii, tkwicie w błędzie ...





Dziś Święto Niepodległości, odzyskania niepodległości. Dla wielu z nas to wciąż dzień zadumy i niezwykłej powagi, tak trudno złamać stereotyp. Przecież z samej definicji jest to dzień radosny, jest to dzień szczęśliwy, powinniśmy sie cieszyć z tego ze żyjemy w wolnej Polsce, ze mamy ten zaszczyt i przyjemność. 11 listopada to nie tyko sztywne uroczystość, wzniosłe słowa i pamięć, pamięć w wykonaniu kombatantów wojennych i polityków. To także zwykła wdzięczność, najzwyklejsze w świecie podziękowanie nie tylko dla ludzi walczących wtedy ale dla wszystkich którzy do dziś stoją na straży prawa i wolności polaków, dla wszystkich którzy z troską spoglądają tych maluczkich w naszym kraju, to także (wreszcie) wdzięczność i wyraz szacunku dla samej Polski. I każdy z nas ma prawo okazać to na swój sposób. Dziś na meczu Płomień Sosnowiec - Delecta Bydgoszcz, kibice wstali w przerwie i zaczęli śpiewać Hymn Polski, układając sie w wielką biało-czerwoną flagę na trybunach. Mały, zwykły, wydawało by sie zupełnie nie pasujący do sytuacji gest, ale jakże dosadny i wyrażający wszystko. Cały szacunek, poszanowanie, wdzięczność. I ciesze się że mogłem w tym wziąć udział i w taki sposób wyrazić to co czuję. Ciesze się ze ten dzień nie minął mi zwyczajnie i że to nie tylko telewizyjne transmisje uroczystości, flagi na ulicach czy list biskupa, ale zwyczajne zachowanie, zwyczajnych ludzi, cenniejsze od wszelakiej wymuszonej pamięci.





Choroba to męczący okres w życiu człowieka, a najgorsze jest to, iż to okres powtarzający sie. Nikt nie chorował raz w życiu, każdy z nas ma za sobą już przynajmniej kilkanaście chorób przebytych, najczęściej to wszelakie odmiany przeziębień. Ale sami wiecie jak nieraz zwykłe przeziębienie potrafi człowieka wykończyć. Należę do ludzi którzy łatwo sie nie poddają, dlatego nawet w chorobie staram sie aktywnie żyć i prowadzić normalny tryb życia, odbija mi się to jednak wieczorami i rankiem, potrzebuję więcej snu i szybciej zmaga mnie zmęczenie. Upierdliwość polega na tym że wieczór i noc to okres, który osobiście bardzo preferuję a tu taki zonk, bo po 21:oo jestem nie do życia. I choć jest to sprzeczne z tym że teraz pisze te słowa, to wierzcie że robię to resztkami sił =) Reasumując, choroba to nieprzyjemny, uprzykrzający czas w życiu, czas który jednak trzeba przebyć i to nie raz, choć czasem człowiek sie zastanawia na co mu to wszytko, to jednak coś w tym musi być. Tak czy owak, chorobie mówię stanowcze NIE. Czas zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne i poprawić swój styl życia, bo do zdrowego to to mu daleko.





We wszystkie minione dni, towarzyszyła mi jeszcze jedna kwestia. Kwestia, o której już chyba każdy z was napisał, czytając choćby Wasze opisy na gadu, co drugi o tym mówi. A cóż to. Ano oczywiście wzbudzający skrajne emocje śnieg, który pojawił nam się za oknami. Jedni nie posiadają się z radości, ze w końcu jest, przyszedł, napadł i w ogóle jest bosko, inni zaś narzekają ze znów zimno i chlapa będzie. Kto ma rację, jak zwykle każda ze stron po troszku. Ładnie, to prawda, urokliwie niezwykle. To niewątpliwie jeden z największych plusów śniegu, ubogaca on świat. Smutna i szara, jesienna rzeczywistość staje sie w jednej chwili, przyjemna, puchata, upiększona. To tak jakby wypełnienie bar samych konturów postaci, jak ożywienie obrazu, jak nadanie koloru filmowi, jak udekorowanie wyśmienitej potrawy, wiecie już o co mi chodzi. To nie samo piękno śniegu jest najważniejsze, ale jego moc i piękno jaki wyzwala on w przyrodzie, piękno, które po upadku ostatniego liścia wydawało by się że zamiera, by przejść w stan snu i ciszy, a jednak budzi się z pierwszymi płatkami śniegu. Przyroda śpi, ale jej piękno dopiero teraz rodzi sie na nowo. Rodzi si e tak bowiem cztery razy do roku. Z początkiem każdej z pór roku. Jest coś magicznego w kręcących się po ulicach płatkach śniegu, które niczym para wytrawnych tancerzy kręcą się i wirują wraz z wiatrem. Nie da się też nie nawiązać do świąt, które choć daleko jeszcze, to jakby bliżej, jakby już je czuć w powietrzu, jakby już je czuć gdy się idzie śnieżną droga, i chłonie spadający nań śnieg =) Od razu człowieka bierze na znalezienie się przy kominku z kubkiem gorącej czekolady, z talerzem pierników u boku, w dobrym towarzystwie (względnie z dobrą książką). Z drugiej zaś strony, żegnajcie radosne i ciepłe promyczki słońca, które otulały nasze nagie ciała przeszło trzy miesiące temu, żegnajcie rowerowe przejażdżki, pikniki na trawie i inne letnie przyjemności, a witaj chłodzie i mrozie, witajcie kożuchy, płaszcze i ciepłe (teoretycznie) kurtki. Znów przemarznięte łapy, mokre buty i wędrujące od domu do domu choróbska. Jednak trzeba sie zgodzić z biegiem natury, wszak wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony. Ważne byśmy umieli szybko przejść nad złymi momentami, minęli je i z radością odnaleźli PozytywnE aspekty każdej z sytuacji. Bo z PozytywnYm myśleniem zawsze raźniej i niejedno kroć łatwiej przez życie :)





Ktoś mi ostatnio opowiadał jak to jest w Niemczech skąd wrócił niedawno, kto inny jak mu sie mieszkało przez tydzień we Francji, a kolega dodał że we Włoszech to jest tak i tak ... Rozmowa nie była długa, ale każdy wyłożył swoje rację i wyobraźcie sobie, ze w dobie masowej emigracji i ogólnej niechęci do kraju, każdy z mych rozmówców doszedł na koniec do wniosku, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Jakże stara i jakże piękna zasada. W ten szczególny, dzisiejszy, dzień dziękuję Bogu że mimo iż nieraz narzekałem na Nią to jednak urodziłem się w Polsce. Kocham Pogoń, Kocham Sosnowiec, Kocham Zagłębie Dąbrowskie i kocham Polskę, ale żeby nie było aż tak patriotycznie to powiem że Kocham też Europę - to taka sentymentalna Miłość geograficzna, ale czy aby na pewno tylko geograficzna ... Coś w tym jest, w tej naszej przynależności, tylu z Was narzeka na dzielnice, na miasto czy kraj, ale nikt też z Was nie potrafi, nie chce dostrzec tego co dobre, tego co wyjątkowe, tego co niezwykłe w tej Waszej małej i większej Ojczyźnie. Nikt też z Was nie myślał nigdy ile osiągnął właśnie tu, ilu poznał ludzi, jak się rozwinął, można gdybać że gdzieś tam byłoby lepiej ale nigdy nie możemy być pewni że nie byłoby i gorzej ... Warto więc nieraz docenić to co mamy =)

zaKochany Robciu ...

ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Powrócić na Twe drogi chce ..."

wtorek, 6.listopada.2007, 14:07
L4 c.d. - czyli chorobowe od 5 do 10 listopada 2007.

Z powodu choroby, dzisiejsze Rozmowy NieKontrolowane są odwołane.

Cierpliwość to jedna z cnót, dlatego warto czekać. Wkrótce zaległości zostaną nadrobione. Pozdrawiam =)
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Górskie wędrówki cz. II -> Tatry [jesienno-zimowe]

Od 1 do 4 listopada 2007.

Zapraszam do albumu zdjęć i jego wnikliwego przeglądania oraz komentowania -> Moja Galeria Zdjęć oraz do ściągania premierowego albumu Green SQUAD'u - Extra Bonus, którego premiera odbyła się dnia dzisiejszego i który od dziś do ściągnięcia także poprzez lewe menu =) Pozdrawiam :]
ver.di
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: